Łapię się ostatnio na tym, że na nic nie mam czasu, siły ani ochoty. Nie ruszam bloga, forum sprawdzam po łebkach, na dwór wychodzę tylko z psem. Staram się jak najbardziej nadrobić z pracą, ale nie jest łatwo. Ostatnio strasznie walczę z lalkami i ta walka jest niezwykle wyczerpująca. Nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Po zmianie żywicy przez pewien czas byłam w siódmym niebie, bo jest dużo lepsza gatunkowo- nie żółknie, nie robią się na niej białe kropki, przyjemniej się ją odlewa, bo zastyga ciut wolniej i nie trzeba wszystkiego robić w zastraszającym tempie. Niestety, zauważyłam ostatnio coraz większy problem z bąbelkami. Już sama nie wiem z czego to wynika, w każdym razie są koszmarne i doprowadzają mnie do szaleństwa. Wcześniej nie było aż tak źle. To znaczy bąbelki były, ale zazwyczaj w niewidocznych miejscach i można je było łatwo wyretuszować.Z jednym lakowym biustem walczę już od 2 tygodni i ciągle nie wychodzi tak, jakbym chciała. Jestem bliska załamaniu i mam ochotę wszystko wywalić w kąt. Wczoraj z tej frustracji olałam pracę, i zajęłam się sprzątaniem pracowni. Już dawno miałam się za to zabrać, ale ciągle nie było czasu. Wyrzuciłam jakieś 20 worków śmieci, stare kartony, część nieudanych odlewów (trochę zostawiłam, bo wciąż naiwnie wierzę, że do czegoś je wykorzystam). Dziwnie się czuję w takiej pustej pracowni. Niestety, porządki nie oczyściły atmosfery. Miała nadzieję, że po wymieceniu brudów nagle "magicznie" wszystko wróci do normy. Nie wróciło. Jestem więc cholernie sfrustrowana, bo nienawidzę pisać ludziom, że muszą znów czekać na lalkę. W chwili obecnej zrobienie jednej zajmuje mi jakiś miesiąc, co jest po prostu śmieszne. Czasami na prawdę nienawidzę lalek.
Idę przyszywać cekiny do gorsetu. Przez ostatni tydzień udziergałam już całe 4 cm.
-
. Moustache .:
-
Ashley Shell:
-
Libra:
Pokaż wszystkie (10) ›